Czy polskie szpitale przetrwają blackout?

Bezpieczeństwo pacjentów to nie tylko wiedza lekarzy i nowoczesny sprzęt, ale przede wszystkim stabilność zasilania, od którego ten sprzęt zależy. Najnowsze wyniki audytu przeprowadzonego przez Najwyższą Izbę Kontroli (NIK) rzucają światło na to, jak polskie placówki medyczne radzą sobie z widmem przerw w dostawie prądu.

W dobie zaawansowanej medycyny, szpital bez prądu przestaje funkcjonować. Bloki operacyjne, oddziały intensywnej terapii (OIOM) czy nowoczesna diagnostyka obrazowa wymagają nieprzerwanych dostaw energii. Każda sekunda zwłoki w przypadku awarii sieci zewnętrznej może oznaczać zagrożenie życia dla osób podłączonych do respiratorów czy będących w trakcie skomplikowanych operacji.

Inspektorzy NIK w 15 szpitalach w Polsce

W trakcie kontroli inspektorzy NIK weszli do 15 publicznych szpitali o różnym stopniu referencyjności (od powiatowych po specjalistyczne) w pięciu województwach.
W województwie dolnośląskim: Szpital Specjalistyczny im. A. Falkiewicza we Wrocławiu, Samodzielny Publiczny Zespół Opieki Zdrowotnej w Świdnicy, Specjalistyczny Szpital im. Dr. A. Sokołowskiego w Wałbrzychu.
W województwie śląskim: Szpital Miejski Sp. z o.o. w Zabrzu, Szpital Wielospecjalistyczny w Jaworznie, Zespół Szpitali Miejskich w Chorzowie.
W województwie podkarpackim: Samodzielny Publiczny Zespół Opieki Zdrowotnej w Leżajsku, Samodzielny Publiczny Zakład Opieki Zdrowotnej Nr 1 w Rzeszowie, Wojewódzki Szpital Podkarpacki im. Jana Pawła II w Krośnie.
W województwie zachodniopomorskim: Szpital Powiatowy w Pyrzycach, Regionalny Szpital w Kołobrzegu, Szpital Wojewódzki im. M. Kopernika w Koszalinie.
W województwie kujawsko-pomorskim: Samodzielny Publiczny Zakład Opieki Zdrowotnej w Chełmnie, Wielospecjalistyczny Szpital Miejski im. dr. E. Warmińskiego w Bydgoszczy oraz Wojewódzki Szpital Zespolony im. L. Rydygiera w Toruniu.

Główny wniosek? Szpitale są przygotowane, ale systemy awaryjne wymagają lepszego nadzoru.

Agregat to podstawa, ale liczy się czas reakcji

Zgodnie z przepisami, każdy szpital musi posiadać agregat prądotwórczy z funkcją autostartu, zdolny pokryć co najmniej 30% mocy szczytowej placówki. Dobra wiadomość jest taka, że wszystkie skontrolowane szpitale takie urządzenia posiadają. Co więcej, niemal połowa z nich dysponuje agregatami o mocy przewyższającej całkowite zapotrzebowanie szpitala.

Pojawiły się jednak pewne „ale”. W niektórych mniejszych budynkach oddalonych od głównych siedzib wciąż pracują agregaty starszej generacji bez funkcji autostartu, co w razie awarii wydłuża czas braku zasilania. Dwie placówki nie zapewniły zasilaczy UPS (bezprzerwowego podtrzymania napięcia) dla kluczowych urządzeń diagnostycznych, co naraża sprzęt na uszkodzenia przy skokach napięcia.

Procedury słabym punktem systemu

Audyt NIK wykazał istotne luki w zakresie procedur dotyczących reagowania w sytuacji kryzysowej. Po pierwsze, w ponad połowie badanych szpitali (8 z 15) zabrakło wymaganych instrukcji obsługi urządzeń energetycznych. Po drugie, NIK zwróciła uwagę na brak rzetelnego i terminowego serwisowania oraz nieregularne przeprowadzanie próbnych uruchomień agregatów. Po trzecie – dokumentacja. W części placówek dokumentacja techniczna była prowadzona nierzetelnie, a przeglądy aparatury medycznej z własnym zasilaniem (np. kardiomonitory) zdarzały się po terminie.

Raport NIK pokazuje, że o ile polskie szpitale posiadają niezbędną infrastrukturę, by przetrwać blackout o tyle wyzwaniem pozostaje przejście z trybu posiadania sprzętu do trybu perfekcyjnego zarządzania bezpieczeństwem.

Dyrektorzy placówek muszą położyć większy nacisk na szkolenia personelu, rygorystyczne przestrzeganie terminów przeglądów oraz aktualizację procedur awaryjnych. W obliczu rosnącego ryzyka awarii sieci energetycznych, zasilanie awaryjne nie może być tylko pozycją w inwentarzu.

materiał powstał na podstawie raportu Najwyższej Izby Kontroli pt. „Szpitale gotowe na blackout? Wyniki kontroli zasilania awaryjnego”.